Podsumowanie miesiąca: listopad 2018

#Podróże

Listopad zaczął się od podróży do Osięcin. Ta niewielka wieś znajdująca się tuż koło Włocławka jest rodzinną miejscowością mojego Dziadka. Oprócz rodzinnych spotkań, kojarzy mi się też z niewielkim rynkiem, dużym kościołem i obwarzankami, które idealnie smakują z zupą dyniową.

Pierwszy listopadowy weekend spędziłam w Ojcowskim Parku Narodowym. Złota polska jesień gdzieś się schowała, a na pierwszy plan wysunęła się mgła, która dała niesamowity klimat. Taki trochę magiczno –tajemniczo – mroczny, jak z kryminałów. Zresztą sami zobaczcie na zdjęciach poniżej! Wybrałam się na wycieczkę do zamku w Pieskowej Skale. Tak, to ten zamek, po którym chodzi się w takich fajnych filcowych kapciach! Mam sentyment do tego miejsca. Byłam tu kilka razy, ostatnio po obronie magistra na UJ-cie. Oprócz zamku możecie zobaczyć też Maczugę Herkulesa, a jak zgłodniejecie, to w pałacowej restauracji można jeść całkiem fajne desery. Wybrałam się też na spacer do Bramy Krakowskiej. Od parkingu przy Kapliczce na Wodzie do Doliny Prądnika, gdzie znajduje się olbrzymi wapienny twór przypominający kamienną bramę trwa tylko kilkanaście minut. Po drodze mijamy wejście do Jaskini Ciemnej, a idąc dalej od Bramy możemy dojść do Jaskini Łokietka.

 

Długi listopadowy weekend spędziłam w polskim i czeskim Cieszynie. Pojechałam sprawdzić czy kupiona w Czechach Studencka smakuje inaczej niż ta z Warszawy, czy romańska Rotunda z banknotu dwudziestozłotowego wygląda tak samo i o co chodzi ze szlakiem tolerancji. Okazało się, że czekolady faktycznie smakują tak samo, Rotunda jest do siebie podobna, a o szlaku można jedynie poczytać, gdyż umieszczone w przestrzeni publicznej Cieszyna odbiorniki nie działają. Donoszę również, iż w Cieszynie łatwiej znaleźć knajpę po czeskiej, niż polskiej stronie oraz w Czechach jest podejrzanie pieczywo, a sprzedawcy są większości pochodzenia azjatyckiego.

W listopadzie odkryłam też nowe muzeum w Katowicach. Muzeum Historii Katowic to już pełnoletnia instytucja, jednak ja do niej trafiłam po raz pierwszy. Składa się z dwóch wystaw stałych: historii Katowic oraz domu mieszczańskiego. Wiedzieliście, że w herbie Katowic wcale nie występuje górnicze urządzenie? Jest to urządzenie kuźnicze! Gdyż Katowice, w przeszłości zwane Małym Wiedniem, mają tyle samo wspólnego z hutnictwem, co z górnictwem. Wystawa o historii Katowic jest interaktywna: oprócz standardowych standów, map są też filmy oraz ekrany multimedialne, na których wiedzę zdobywamy poprzez gry. Samo Muzeum natomiast mieści się w secesyjnej kamienicy z kolorowymi witrażami w oknach, tuż koło Akademii Muzycznej.

Ważne: we wtorki jest wejście bezpłatne.

# Spotkania

Pierwszą środę listopada spędziłam na spotkaniu blogerów w Warszawie – Środa Dzień Bloga. Była to 10 edycja wydarzenia, a więc jubileusz! Były jubileuszowe babeczki i specjalni prelegenci m. in. Paweł Tkaczyk. Jak zwykle było towarzysko, pysznie i merytorycznie na warszawskim Campusie Googla w Fabryce Konesera. Środa Dzień Bloga jest spotkaniem dedykowanym blogerom, ale tak naprawdę może na nim się pojawić każdy kto się zarejestruje, czyli w skrócie każdy komu przypadną do gustu proponowane prelekcje.

Listopad jest miesiącem przygotowawczym do Świąt Bożego Narodzenia, gdyż produkcję piernika staropolskiego rozpoczynamy na 5-6 tygodni przed świętami! W tym roku ciasto zrobiłam 15 listopada. Zużyłam kilo mąki i wielki słój miodu – w tym roku wybrałam kasztanowy.

Zbliżającą się wielkimi krokami zimę można było poczuć w powietrzu, gdyż zmieniła się pogoda. Temperatura spadła, a z nieba zaczął padać śnieg. Wielkie bałwany z tego nie powstały, ale małe bałwanki dało radę ulepić.

#Kultura

W kulturze było ciekawie. Wpadła mi w ręce biografia Wandy Rutkiewicz napisana przez Annę Kamińską. Jest to naprawdę wciągająca historia. Nie dlatego, że dotyczy wyjątkowo barwnej postaci polskiego himalaizmu, ale dlatego, że jest napisana wartkim językiem. Oprócz świetnie napisanej historii, przeplatanej cytatami i wypowiedziami samej Wandy oraz osób, które ją znały, są też czarno białe zdjęcia. Na koniec zostawię was z, chyba najsłynniejszymi, słowami Wandy Rutkiewicz:

„Życzę wszystkim, który mnie słuchają, żeby osiągali w życiu swoje Mount Everesty”.

#Blog

W listopadzie na blogu pojawiły się dwa nowe posty. Standardowo już jako pierwsze podsumowanie poprzedniego miesiąca, czyli października. Znajdziecie w nim: relacje z jesiennych Karkonoszy, Opola, Pszczyny i Poznania.

Drugim wpisem jest relacja z Zespołu Filtrów Warszawskich im. Lindleya. Jest to miejsce niezwykłe, tajemnicze i trudno dostępne. Można się tam dostać dwa razy w roku: podczas Nocy Muzeów (przy okazji polecam wam wpis o Nocy Muzeów) oraz podczas wakacyjnych Dni Otwartych. Poza tym szkoły mogą się dostać też w ciągu roku na edukacyjne wycieczki. Generalnie w Filtrach dowiecie się skąd się w Warszawie bierze woda w kranie oraz zobaczycie system filtrów powolnych zaprojektowany przez Lindleya. Jest to jedyny tego typu obiekt na świecie, który działa do dzisiaj, czyli od 132 lat.


Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Please follow and like us:
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial

Spodobał Ci się Lememurowy Blog? Podziel się nim ze światem!