Sezonówki część 2: Polskie jarmarki bożonarodzeniowe

[Sezonówki – w  Polsce jest wiele różnorodnych miejsc. Jedne z nich można oglądać o każdej porze dnia przez cały rok i wyglądają tak samo niesamowicie. Jednakże istnieją miejsca, które swoje piękno odkrywają tylko w pewnym okresie. Pamiętacie film o nieznośnym chłopcu Dennisie, którego mama musiała wyjechać i zostawiła go pod opieką sąsiada-zgreda. Rodzące się między nimi emocje i rozwój akcji tworzy interesującą fabułę dla całej rodziny. Jednak największym sekretem i jednocześnie największym szczęściem, czymś czemu ów sąsiad podporządkowuje swoje życie jest pewien kwiat. Kwiat jest niesamowity ponieważ rozkwita tylko raz na dziesięć lat. I tylko na kilka sekund. Wtedy ukazuje swoją dojrzałość i całe piękno. Takie rzeczy i miejsca Lemur nazwał sezonówkami i co jakiś czas zabierze Was w podróż, by pokazać ich piękno.]

Do Polski przybyły z Niemiec i Austrii, zresztą podobnie, jak choinka. Większość z nich rozpoczyna się wraz z końcem listopada i kończy wraz z nadejściem Wigilii, niektóre trwają nieco dłużej – do początków stycznia. Odbywają się w wielu miastach, a te największe są niemałą atrakcją turystyczną. Ich obecność zwiastuje zapach pieczonych jabłek, orzechów w karmelu, pierniczków, gorącej czekolady i grzanego wina. Jarmarki bożonarodzeniowe, bo o nich mowa to kolejne z atrakcji dostępnych tylko w „sezonie”. 

 Najstarszym jarmarkiem w Europie jest ten w Wiedniu, nie dziwi więc fakt, iż polskim najstarszym jarmarkiem bożonarodzeniowym jest ten odbywający się na krakowskim rynku. Jest stosunkowo niewielki, jeśli porównam go z tym we Wrocławiu, chociaż góruje nad tym warszawskim. Ma w sobie czar i urok, a do tego wpisany jest w miejski koloryt Krakowa. Korowód drewnianych budek wyrasta co roku pod Sukiennicami od strony Kościoła Mariackiego. Można na nim znaleźć wyroby rękodzielnicze, ozdoby świąteczne, skosztować owoców w czekoladzie czy tradycyjnych polskich potraw – jak np. pajda chleba ze smalcem czy pierogi. Jednak dla mnie krakowski jarmark przede wszystkim pachnie wyrobami z owczej wełny i oscypkami z żurawiną! Na zziębniętych i spragnionych czekają beczułki z grzańcem galicyjskim podawane albo w tradycyjnych, pękatych, kubeczkach albo w papierowych, jednorazowych kubkach. Niewątpliwą atrakcją Grodu Kraka jest również korowód i Konkurs Szopek Krakowskich, nad którymi baczną pieczę sprawuje Adam Mickiewicz. Jeśli jednak nie możecie podziwiać korowodu lub chcecie zobaczyć szopki w późniejszym terminie to jest taka możliwość! Te najpiękniejsze można podziwiać do początków stycznia w Muzeum Historycznym m. Krakowa (znajdującego się po drugiej stronie rynku, w pałacu Krzysztofory) oraz w witrynach sklepów okalających rynek. 

Drugim jarmarkiem, na który was zapraszam jest ten we Wrocławiu. Można tu zaleźć wiele różnych pomysłów na prezent: od skórzanych toreb przez drewniane kartki po ceramiczne kubki, na które możemy nanieść wymyślony przez nas napis. Wrocławski jarmark znajduje się na rynku i przylegających do niego najbliższych ulicach. Niewątpliwą atrakcją tegoż miejsca jest Bajkowy Lasek, w którym możemy obejrzeć i posłuchać baśni braci Grimm, spróbować naszych sił w rzucie do celu czy skorzystać z przejażdżki polarnym ekspresem. Możemy też spróbować grzanego wina w wielu odsłonach smakowych: wiśniowego, śliwkowego, malinowego, korzennego. Dla dzieci znajdzie się gorąca czekolada i świąteczny poncz bezalkoholowy. Można zrobić sobie zdjęcie z gigantycznymi świątecznymi krasnalami i podziwiać ogromną choinkę z tarasu widokowego jednego z drewnianych domków. To, co mnie zdziwiło to mała ilość straganów z ozdobami typowo świątecznymi (bombkami na choinkę, lampkami, dekoracjami), ale może taki urok tego miejsca?

Pozostając jeszcze na południu warto odwiedzić Śląsk i katowicki rynek. Tam również jest jarmark! Nie jest on tak rozbudowany, jak ten w Krakowie i we Wrocławiu, jednakże ma swój urok. Przede wszystkim dlatego, że katowicki rynek nie szczyci się ogromnymi rozmiarami. Budek jest niewiele, ale znajdzie się tu wszystko czego potrzebujemy na święta. Drewniane budki wypełnione są więc wyrobami rzemieślniczymi, regionalnymi potrawami, w tym różnymi rodzajami miodów oraz świątecznymi ozdobami. Tu również możemy się posilić grillowanym oscypkiem czy korzennymi pierniczkami. W centralnym miejscu ustawiona jest najbardziej okazała budka z napojami i jedzeniem tzw. “anielski młyn” (który możecie spotkać też we Wrocławiu, Gdańsku i Krakowie, nie znajdziecie go za to w Warszawie). Grzane wino można tutaj dostać w okolicznościowym kubeczku. W mini domku spotkać można Świętego Mikołaja oraz jego drużynę elfów i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. 

Nie można zapomnieć też o jarmarku na Targu Węglowym w Gdańsku! Szczególnie, że to właśnie tutaj narodziła się tradycja zapalania światełek na bożonarodzeniowym drzewku w centrum miasta. Pierwsze miało miejsce w 1989r. Podobnie, jak na pozostałych jarmarkach, w Gdańsku kupicie góralskie kapcie, domowe konfitury, ręcznie robioną biżuterię, kolorowe bombki, a regionalnym akcentem są słodycze firmy Bałtyk. Atrakcją dla dzieci będzie gadający łoś, a dokładnie jego łeb, który budzi się co 30 minut i albo zaprasza przechodniów na chleb ze smalcem albo śpiewa bożonarodzeniowe piosenki i kolędy. Więcej o łosiu przeczytacie tutaj.

 

Jeśli chodzi o Stolicę, to Warszawa, ze względu na swoje historyczne losy jest pod względem tego typu atrakcji, moim zdaniem, nieco upośledzona. Zaistniał tutaj problem, którego ani Kraków ani Wrocław nie mają – mianowicie chodzi o miejsce usytuowania jarmarku. W zasadzie w Warszawie nie ma jednego – głównego – jarmarku, bo niby który ma otrzymać to miano? Ten spod Dworca Centralnego, niedaleko Pałacu Kultury i Nauki, a może ten ze Stadionu Narodowego? Moim zdaniem jednak najważniejszym jest ten z warszawskiej starówki. Co roku niedaleko Zamku Królewskiego otwiera się jarmark przy Barbakanie. Jest on zdecydowanie skromniejszy niż jego konkurenci z Krakowa i Wrocławia, ale ma niezwykły klimat. Możemy spotkać na nim wyroby regionalne – wędliny, sery i chleby, możemy również znaleźć na nim prezenty dla bliskich – jeśli szukacie góralskich kapci czy ręcznie malowanych świeczników. Tutaj również możemy posilić się pierniczkami i grzanym winem, niestety w zwykłych „jednorazowych” kubeczkach. Plusem według mnie jest fakt, iż budki z napojami alkoholowymi nie stanowią głównej atrakcji jarmarku – nie zajmują centralnego miejsca ani nie znajdują się w najbardziej okazałej, wyróżniającej się budce. W zasadzie na warszawskim jarmarku żadna z budek się nie wyróżnia. Jedna bardziej okazała znajduje się poza terenem “głównego” jarmarku, na rynku Nowego Miasta. Gdzie wokół pomnika Syrenki wyrasta niewielkie lodowisko. Możecie je kojarzyć m.in. z drugiej części “Listów do M.”.  Będąc w Warszawie wstąpcie też koniecznie na Trakt Królewski i obejrzyjcie iluminację!

 


Podobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Please follow and like us:
error
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error

Spodobał Ci się Lememurowy Blog? Podziel się nim ze światem!