Podsumowanie miesiąca: listopad 2017

Listopad jest dla mnie miesiącem przygotowawczym do świąt. To właśnie wtedy staram się kupić, zrobić, przygotować i zapakować wszelkie prezenty, o ile nie udało mi się tego zrobić jeszcze wcześniej. Będąc animatorem grudzień jest zawsze miesiącem wytężonej i intensywnej pracy. Dlatego świątecznych piosenek słucham już od połowy listopada, sprawdzają się idealnie jako tło podczas przygotowywania ciasta na piernik staropolski. Musi on leżakować przez kilka tygodni w lodówce. Ja korzystam z przepisu z „najsłodszego bloga w sieci”, czyli Moje Wypieki. Czasami go „ulepszam” dodając mielone orzechy włoskie, oczywiście pochodzące z ogródka dziadka. Na tydzień przed „Dniem Zero” przygotowuję też zakwas na barszcz czerwony. Pozostałe składniki potrzebne do wigilijnych potraw też staram się przygotować z wyprzedzeniem. Ciasto na ciasteczka leżakuje w zamrażalniku, a grzybki do grzybowej w słoiczku. Mieszankę bakalii i mak do klusków z makiem również staram się przygotować wcześniej, lub przynajmniej skompletować wszystkie niezbędne indergiencje.

Ale! Listopad to nie tylko przygotowania do świąt. W tym roku spełniłam w końcu swoje małe marzenie i zapisałam się na regularne zajęcia jogi. Już od paru lat uczestniczyłam okazjonalnie w pokazowych zajęciach, ale jakoś zawsze brakło mi czasu i motywacji, by zapisać się na regularne treningi. W końcu znalazłam czas i motywację! I nie, wcale nie zaczęłam od kupna odpowiedniej maty i stroju. Matę mam zwyczajną, w zasadzie zwykłą karimatę. Także tego… sprzęt nie jest przeszkodą, by zacząć coś robić.

Ostatnio miałam możliwość oglądania konkursu Pole Dance, podczas którego jeden występ przykuł szczególnie moją uwagę. Był to dwuetapowy występ dziewczyny, która najpierw zaprezentowała „początki”, a następnie ten „jeden dzień, w którym wszystko się zmienia”. Ze mną i z joga jest podobnie. Na pierwszych zajęciach moją ulubioną pozycją był krokodyl, a pies z głową w dół totalną męczarnią! Teraz pies z głową w dół daje odpoczynek i wytchnienie od bardziej skomplikowanych pozycji.  Jednakże wciąż czekam na ten jeden dzień, w którym to uda mi się poprawnie i bez większego wysiłku wykonać tą pozycję.

W listopadzie znów zawitałam do Katowic, tym razem na festiwal Odjazdy 2017. O festiwalu dowiedziałam się całkowicie przypadkowo, gdy na mojej facebookowej tablicy wyświetliła się informacja, że wystąpi tam zaprzyjaźniony zespół. Cóż, bilety nie były drogie, ja byłam akurat w Katowicach więc pomyślałam: czemu nie! W dodatku Spodka na żywo od środka jeszcze nie widziałam. Spodek, a właściwie hala widowiskowo – sportowa „Spodek” to obiekt niezwykły. Nie dość, że stał się symbolem Katowic to jeszcze jest niewątpliwą perłą architektury modernistycznej na skalę europejską.   Od chwili otwarcia, czyli roku 1971 r. zachwyca, zadziwia i prowokuje. Jego zewnętrzny kształt jest tak samo fascynujący, jak to co skrywa jego wnętrze. A wiecie czemu akurat taki kształt? Nie, nie jest to jedynie wymysł architektów, ale są to przede wszystkim względy bezpieczeństwa! Znajdujemy się na Śląsku, a więc w epicentrum górnictwa! Dziury górnicze i wstrząsy nie są tu rzadkością. Stąd w wyniku skomplikowanych obliczeń matematycznych wyszło, że owe wstrząsy wytrzyma taka oto okrągła konstrukcja, w kształcie ściętego stożka. Do tego ważnym elementem jest to, że stosunkowo mała powierzchnia całego budynku ma bezpośrednią styczność z ziemią.

Pod względem wielkości nie ma , co prawda porównania z warszawskim Stadionem Narodowym, ale pod względem klimatu nie ma z nim porównania. Przecież to właśnie tutaj w 2014 roku Polska Reprezentacja w Piłce Siatkowej Mężczyzn pokonała wielką Brazylię w finale Mistrzostw Świata. Przypominam, iż od tamtej pory, do chwili obecnej, jesteśmy Mistrzami Świata!

Jeśli chodzi o festiwal to… chyba właściwszą nazwą byłby koncert kameralny. Nie był to festiwal pokroju gdyńskiego Openera. Mnie to jednak nie przeszkadzało! Bliski kontakt z zespołami, brak przepychanek i kameralna atmosfera zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż masowy spęd. Jeśli chodzi o zespoły to jestem zachwycona! Szczególnie waszej uwadze polecam AMAROK Music Projekt, Riverside i nowy projekt Tymona Tymańskiego i Krzysztofa Trebunia – Tutka „Pieśni Zbójnickie”.

Jadąc do i wracając z, szczególnie pociągiem, zawsze mam ze sobą jakąś książkę ewentualnie gazetę. Tym razem padło na nadrabianie zaległości i zabrałam ze sobą „Hajer jedzie do Soczi” Mieczysława Bieniaka. Książka sama w sobie potrafi zaciekawić, chociaż nie wiem czy bardziej tekstem czy zdjęciami. W zasadzie nie wiadomo kiedy razem z autorem przemierzymy Litwę, Łotwę, Finladię, Norwegię, by dotrzeć do Rosji i wrócić przez Ukrainę.  Z książki wyłania się obraz Rosji, jaką w zasadzie nie tyle znamy, ile sobie wyobrażamy – przaśną, dumną, nieco absurdalną. Jednak strasznie raziła mnie cała oprawa. Rozumiem ideę pisania „na żywo”, ale jednak chyba wolę nieco bardziej dopracowaną wersję. Sama mam problemy z przecinkami, czasami z literówkami – każdemu może się zdarzyć. Ale w wydanej książce, której proces wydawniczy trochę trwał: najpierw trzeba było ją napisać, potem powinien przeczytać to wydawca, korektor itd. błędny nie powinny zdarzać się aż tak często. Nie mniej zaprezentowany przez autora obraz Rosji jest warty uwagi, a sama pozycja warta przejrzenia.

Listopad jest też miesiącem zadumy i refleksji. Na blogu pojawiły się więc dwa posty z tym związane. Jeden dotyczy warszawskich cmentarzy – tych całkiem znanych i dużych, jak Stare Powązki oraz  tych całkiem zapomnianych i mniej znanych, jak warszawski Cmentarz Tatarski czy Cmentarz Zadżumionych. O ciekawostkach związanych z tymi miejscami przeczytacie tutaj.  Drugim postem, który chciałabym wam przypomnieć jest ten o warszawskich parkach – pełnych wiewiórek, dzików, pawi, kaczek i różnobarwnych liści. O moich ulubionych parkach, które koniecznie trzeba odwiedzić jesienią przeczytacie tutaj.

 

I na koniec najważniejsza informacja. Jak, już pewnie zdążyliście się zorientować Lemur ma nową stronę internetową! Nową nazwę i  nową szatę graficzną. Lemurowe logo pozostało jednak bez zmian! Wszystkie stare posty możecie znaleźć teraz na nowej, świeżutkiej i jeszcze pachnącej nowością stronie. Jeszcze będą ją udoskonalać i poprawiać, ale idąc za radą Pani Swojego Czasu: „lepsze jest wrogiem dobrego” postanowiłam pokazać lemurapodroznika.pl już teraz. Dajcie znać w komentarzach, jak wam się podoba i co waszym zdaniem należałoby jeszcze ulepszyć.

Listopad był miesiącem odpoczynku. Jak dla mnie odpoczynku przed nadchodzącą burzą, czyli grudniem. Początek był dosyć smutny i refleksyjny, ze względu na 1 listopada i warszawskie cmentarze. Koniec zaś pełen nadziei i uśmiechów ze względu na przygotowania do świąt – ciasto na piernik staropolski, pakowanie prezentów i świąteczne piosenki. Natomiast środek pełen był lenistwa, odpoczynku i chwil wytchnienia w Katowicach.

Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!