Karkonosze dla każdego

Pewnego dnia obudzicie się i wpadniecie na genialny pomysł. Pomysłów może być wiele i mogą być bardzo różnorodne. Jestem jednak pewna, że jednym z nich będzie wyjazd w góry. Co zawsze jest dobrym pomysłem. I tu pojawi się problem. Jeśli jesteście wytrwałymi wędrowcami, na pewno wiecie, gdzie chcielibyście pojechać. Ale jeśli na taki pomysł wpadniecie po raz pierwszy… to na pewno pomyślicie o… Tatrach. Bo przecież, jak góry, to Tatry! Przecież w Polsce innych gór nie ma. Inne to tylko pagórki! A wy przecież chcecie jechać w góry: takie prawdziwe! Bo, jak już jechać to na poważnie i na całego! Nie śmieje się, ja również uwielbiam Tatry.

Polska to nie tylko Tatry

Z tym, że góry są różne i przede wszystkim wymagające. Nie będę wam tutaj robiła lekcji z geografii Polski, ale napiszę, że oprócz Tatr występują też u nas inne góry, o czym przekonałam się na własnej skórze podróżując po Dolnym Śląsku: góry Bystrzyckie, Izerskie, Kaczawskie, Kamienne, Stołowe, Masyw Śnieżnika, Pogórze Kaczawskie,Rudawy Janowickie, Masyw Ślęży, jeśliby skupić się tylko na województwie dolnośląskim. Jeśli zamierzacie wyjechać w góry po raz pierwszy lub jeśli planujecie mniej wymagającą trasę, za to z pięknymi widokami i spaniem w schronisku górskim, to… polecam Karkonosze! Część z was na pewno się żachnie, mówiąc: Karkonosze eeee tam… Ale zaraz udowodnię, że Karkonosze to idealny pomysł na każdą porę roku i dla każdego!

Karkonosze na każdą porę roku

Po pierwsze są to góry – najwyższe pasmo górskie Sudetów, które rozciąga się na przestrzeni około 40 km. Po drugie – polska nazwa tradycyjna to Góry Olbrzymie (sic!). Po trzecie – podzielone są między Polskę (28,46%) i Czechy, a granica państwowa biegnie ich głównym grzbietem. Zajmują powierzchnię około 650 km2, z czego do naszego kraju należy tylko 185 km. Karkonosze są najwyższymi górami czeskimi, a Śnieżka jest ich narodowym szczytem. Niedawno na jej szczyt została zbudowana kolejka, co powoduje wzmożony ruch turystyczny. Dobrze, że jeszcze nie wymyśliliśmy kolejki na Rysy.

Fakt usytuowania Karkonoszy ma ogromne znaczenie w przypadku pobłądzenia i zejścia na czeską stronę lub w przypadku “awaryjnej” akcji ratunkowej. A wypadki zdarzają się w każdych górach. Karkonosze teoretycznie nie są wymagającymi górami, nie ma tu wielu spektakularnych podejść. Jeśli jednak ktoś uwielbia wymagające szlaki też nie będzie zawiedziony.

W każdej porze roku są tu przepiękne widoki. Gdy mamy szczęście możemy wyjść  ponad linię chmur na słoneczne szczyty. Zjawisko to zwane jest inwersji i polega na tym, że chłodne powietrze spływa do kotliny, zaś ciepłe – pozostaje wyżej. Stąd czasami na szczycie może być cieplej niż na dole.

W zimie możemy zjeżdżać na nartach, w pozostałych porach roku możemy cieszyć się spacerami. W lecie jest najwięcej osób. Jesienią i wiosną jest spokojniej. Jak wszędzie największy ruch turystyczny prowadzi głównymi szlakami.

Ulubiona trasa Lemura

Do Karkonoszy mam szczególny sentyment. Trasa, którą opisuję wam poniżej, była moją pierwszą świadomą górską wędrówką. Świadomą, gdyż samodzielnie się na nią spakowałam, a następnie samodzielnie to wszystko niosłam. Zabrałam ze sobą oczywiście mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, zapominając o tym co ważne. Zabrałam więc ze sobą poduszkę do spania, kilkanaście koszulek, z których połowa była niepotrzebna, książkę – oczywiście jedną z grubszych, jakie wtedy miałam i jeszcze kilka tego typu drobiazgów. Wszystko to spakowałam do nowiutkiego plecaka, który nawiasem mówiąc mam do tej pory. Z tym, że w tej chwili zabieram go na co najmniej (!) tygodniowe wyjazdy. A rzeczy, które wtedy do niego napakowałam starczyły by na co najmniej 2 tygodnie w trudnych warunkach pogodowych, bez schodzenia do miasta. Dotyczyło to również jedzenia, które zabrałam. Nasza trasa obejmowałam dwa dni marszu oraz 1 nocleg w schronisku. Dostałam nauczkę na kolejne wyjazdy. Od tamtej pory nauczyłam się co i jak pakować, jak planować długość trasy oraz jak gospodarować swoją energią podczas drogi.

Jeśli zechcielibyście skorzystać z proponowanej poniżej “lemurowej” trasy, to pamiętajcie, że najwyższy szczyt Karkonoszy (Śnieżka), to jeden z najbardziej wietrznych szczytów w naszym kraju! Bezwietrzne dni można tam spotkać średnio dwa na cały rok! Rekordowy pod względem wichur był 9 marca 1990 – wtedy to wiar wiał z prędkością ponad 300km/h! Ze Śnieżką również mogą się Wam kojarzyć opowieści o Paniach w futrach, elegancko zjeżdżających zimą na “pupie”. Do tego, jako że jest najwyższy, często dochodzi tam do nagłych zmian pogodny. Na Śnieżce jest obserwatorium metrologiczne im. Tadeusza Hołdysa i punkt pomiarowy, podobny do tego na Kasprowym Wierchu w Tatrach. Jest też czeska i polska restauracja. Obserwatorium mieści się w budynku z charakterystycznymi “spodkami”. Na szczycie nie ma schroniska, jest niecko poniżej – Śląski Dom (czeskie).

Wracając do rzeczy! W Karkonoszach jest kilka szlaków oznaczonych różnymi kolorami (czerwony, żółty, zielony). Najładniejszy jest główny, wiodący grzbietem od Przełęczy Szklarskiej do Przełęczy Okraj. Nosi on imię Mieczysława Orłowicza. Głównymi atrakcjami widokowymi są fantastyczne skałki, czyli różnorodne formy skalne, niektóre z nich ze względu na swój kształt otrzymały własne nazwy m.in. Pielgrzymy, Kukułcze Skały czy Słoneczniki. Innymi osobliwościami są kotły polodowcowe – jest ich aż 6 m.in. Śnieżne Kotły (Mały i Wielki), Kocioł Wielkiego Stawu czy Kocioł Łomnicki oraz nisze niwalne (na północnym stoku) m.in. pod Szrenickim Kotłem czy Łabskim Kotłem.

Szlak nie jest wymagający technicznie, ale za to wyczerpuje odległością – ma około 21 km i należy liczyć ok. 8 godzin spokojnego trekkingu. Ruszamy ze Szklarskiej Poręby na Szrenicę (1362 m. n.p.m.). Trasę tę można pokonać pieszo, czerwonym szlakiem, który prowadzi obok malowniczego wodospadu Kamieńczyka (przy okazji: jest to najwyższy wodospad polskich Sudetów oraz to tu były kręcone sceny do Opowieści z Narnii) lub wjechać dwuczłonowym wyciągiem, który zatrzymuje się niedaleko schroniska Szrenica, gdzie możemy zrobić pierwszy przystanek. Lemur jest trochę leniwy, więc tym razem wybrał wyciąg, chociaż nie była to łatwa decyzja ze względu na lęk wysokości, którego czasami doznaję. Następnie kierujemy się bardzo dobrze oznakowanym i utrzymanym szlakiem czerwonym tzw. “Drogą Przyjaźni Polsko-Czeskiej”, który prowadzi nas otwartym terenem ponad linią drzew, gdzie możemy podziwiać zachwycające widoki po obu stronach granicy. W zasadzie cały szlak wiedzie przez Karkonoski Park Narodowy, niektóre formacje skalne tworzą jednak swoje oddzielne rezerwaty. Idąc łagodnym szlakiem, mijamy najpierw Łabski Szczyt, następnie docieramy do Śnieżnych Kotłów, później możemy podziwiać efektowne Mały i Wielki Śnieżny Kocioł oraz Śnieżne Stawki. W okolicy zbocza Wielkiego Szyszaka (1509 m.n.p.m.) trasa robi się bardziej kamienista, ale niezbyt męcząca. W oddali w końcu ukazuje się nam szczyt Śnieżki. Docieramy szlakiem do Przełęczy Karkonoskiej (1198 m.n.p.m.) oraz do schroniska Odrodzenie, gdzie możemy zrobić kolejny przystanek i posilić się zupą pomidorową. Idąc dalej, docieramy do krawędzi kotła Wielkiego Stawu (największy staw w Karkonoszach), skąd rozciąga się imponująca panorama na Pielgrzymy. Kolejnym punktem widokowym jest zbocze Małego Stawu, nad brzegiem którego położone jest jedno z najładniejszych dla mnie schronisk w Polsce – Samotnia. Kawałek dalej docieramy do schroniska Strzecha Akademicka, gdzie spędzamy noc lub schodzimy do Karpacza. Mimo, iż trasa nie jest wymagająca technicznie trzeba na nią przeznaczyć cały dzień.

Następnego dnia mamy kilka opcji wędrówkowych: możemy wybrać się do Samotni lub na Śnieżkę. Możemy też zejść do Karpacza, po drodze oglądając Świątynię Wang (Kościół Górski Naszego Zbawiciela). Ja wybieram trasę numer dwa, czyli idziemy na Śnieżkę. Droga ze schroniska aż do Domu Śląskiego jest raczej łagodna i szeroka. Dopiero od tego miejsca zaczyna się wspinać. Robi się tutaj już dość tłoczno, gdyż po drodze do naszego szlaku dochodzi szlak prowadzący od Kopy. Czyli od miejsca, do którego dojeżdża kolejka z Karpacza. Kolejka, w sezonie, jest w stanie wywieźć na górę nawet 600 osób w godzinę!

Na szczyt Śnieżki mamy do wyboru dwie drogi: Drogę Jubileuszową, mającą 1,6 km, która prowadzi łagodnie pod górę na szczyt oraz czarny szlak, które z kolei wspina się ostro pod górę, zwany Zakosami. Czarny szlak liczy ok. 800 m, a na jego pokonanie potrzeba ok. 35 minut. Na szczycie zazwyczaj jest dosyć tłoczno. Było nawet przed wybudowaniem kolejki. Tu możemy się posilić i chwilę odpocząć. W dół też mamy kilka wersji zejścia. Wszystkie jednak prowadzą do Karpacza, skąd do Szklarskiej możemy wrócić taksówką lub busem. Pierwsza prowadzi przez Sowią Przełęcz i Sowią Dolinę. Druga od schroniska Strzecha Akademicka, do którego należy się wrócić tą samą drogą, którą wchodziliśmy na szczyt Śnieżki i dalej łagodną drogą leśną. Trzecia opcja jest dla “wygodnickich” – możemy zejść ze Śnieżki do Kopy i zjechać w dół wyciągiem.


Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Please follow and like us:
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial

Spodobał Ci się Lememurowy Blog? Podziel się nim ze światem!