Podsumowanie miesiąca: styczeń 2019

#Podróże

Grudzień i styczeń są dla mnie miesiącami obfitującymi w mniejszą niż zazwyczaj ilość wyjazdów. Są to, zazwyczaj, wyjazdy albo krótsze (jednodniowe) lub jeden dłuższy wyjazd, jak w przypadku Zieleńca. Poza tym wszędzie zima! Śnieg i zimowe krajobrazy zawsze nastrajają mnie nostalgicznie i sentymentalnie.

Myślałam, że ferie szkolne już mnie nie dotyczą. Myliłam się jednak i teraz uważam, że dotyczą wszystkich. Szczególnie tych, którzy chcą się wybrać na narty w popularne, w pewnych kręgach, miejsca. Wiadomo, że jeśli udamy się w mazowieckie i podkarpackie ferie do Zakopanego będzie więcej ludzi i wyższe ceny, tak samo wybierając inne miejsca sprawdźmy czy akurat województwo, w którym dane miejsce jest posiada czy nie posiada właśnie przerwy w nauce. Ułatwi nam to szukanie miejsc noclegowych, przewidywanie pewnych zachowań ludzkich i sytuacji i generalnie zmniejszy, w teorii, naszą frustrację. 

Ja trafiłam na wielkopolskie ferie w styczniu, więc nocleg po raz kolejny znalazłam w Dusznikach. Na stokach oprócz wypoczywających  dzieci i ich rodziców, spotkać też  można było osoby przyjeżdżające z Wrocławia  i innych okolicznych miejscowości na kilka godzin, popołudniami  lub w sobotę/niedzielę, wtedy robiło się tłoczno. Plusem były służby naprawdę dały radę i śnieg oraz lód z dróg dojazdowych likwidowane były na bieżącą. Były też przygotowane parkingi oraz osoby do kierowania ruchem. Minusem słabo przygotowane stoki- znaczy się od rana stok był naprawdę super wyratrakowany, ale z czasem jeździło się coraz gorzej. O godzinie 16 część wyciągów jest zamykana i teoretycznie do godziny 18 trwa ich ratrakowanie. W praktyce ratrakowanie dotyczyło tylko dwóch stoków. Reszta zostawała na nocne jazdy taka jak była. I niestety tak działo się przez całe ferie. Kolejki do wyciągów też były, ale nie były bardzo uciążliwe i rozkładały się mniej więcej po równo na wszystkie. No, może z wyjątkiem pomarańczowej kanapy, która zdecydowanie najszybciej się porusza i ma podgrzewane siedzenia- tam kolejki ustawiały się od 8:45 (pierwszy wjazd o 9) do 21. 

Niestety, służby medyczne i ratownicy mieli pełne ręce roboty. Parę razy uruchomiony został nawet śmigłowiec ratowniczy. W tym temacie jednak zauważyłam również dużą poprawę: znaczna część osób, zarówno dzieci, jak i dorosłych, jeździ w odblaskowych kombinezonach, albo w ubraniach zawierających takie elementy oraz w kaskach. Wiem, że od pewnego czasu jest to wymóg dla dzieci, ale myślę, że dla dorosłych też jest dobrym pomysłem. 
Schemat dnia w Zieleńcu wygląda niezmiennie: 7 pobudka, 8 śniadanie, 8:45 na stok, 9-17/18 zjeżdżanie, z przerwą w połowie dnia na czekoladę, oscypki, herbatę, frytki i szarlotkę w Gryglówce, 18/19 basen w sanatorium Jan Kazimierz, 20/20:30 obiadokolacja, 22 spanie:) I tak przez 3 kolejne dni. Czwartego trzeba było wracać, więc popołudniowe rozrywki zastąpiła podróż do Warszawy. 
Relacje z samego Zieleńca i to, jak to wszystko jest tam zorganizowane przeczytacie tutaj.

Kilka razy udało mi się też trafić do Katowic, co oznacza, że trochę czasu spędziłam w pociągach. I to są b rdzo pouczające momenty, w których można poznać Polskę wzdłuż i wrzesz! Otóż zazwyczaj jeżdżę pociągiem mniej więcej o tej samej godzinie, jednak nie jest to ten sam pociąg. Zaskakuje mnie to za każdym razem.

#Kultura

“Tu jest jakby luksusowo” czyli przygody Kasi, Piotrusia, Pana Profesora i jego żony w Kogiel Mogiel 3. Część aktorów jest tych samych, część jest zmieniona, że względu na to, że poprzedni już nie żyją. Czas płynie nieubłaganie, a pierwsza część powstała w . Nie jestem pewna czy zachwyca mnie fabuła trzeciej odsłony filmu, ale są w niej teksty i sytuacje, z których można się pośmiać, więc jest to całkiem niezła rozrywka na niedzielne przedpołudnie.

Postanowienie 1 książka = 1 miesiąc nieco upadło. Wypożyczyłam z biblioteki książkę Osiem gór autorstwa włoskiego pisarza Paolo Cognetti.
Książka okazała się krótką powieścią, jednak bardzo męczącą. Jest to książka pisana w formie wspomnień chłopca. Wspomina on swoje dzieciństwo, spędzone z rodzicami  w  Mediolanie i ich wakacje spędzone  w górskiej wiosce . Tam też zaczął po raz pierwszy wychodzić w góry, poznał przyjaciela Bruna i wydarzyły się wszystkie najważniejsze rzeczy w jego życiu. Powieść długo się rozkręcała, a gdy już zrobiło się ciekawie, narrator ni z tego ni z owego zaczął wtrącać informacje na temat swoich podróży w Himalaje, porzucają na ich rzecz główny wątek. Generalnie bardzo zmęczyła mnie ta książka i kilka razy chciałam ją porzucić. Jednak wymęczyłam ją do końca i w sumie bardzo dobrze, gdyż najbardziej wciągający i interesujący fragment był na końcu.

#Noworoczne postanowienia

Jako, że styczeń jest pierwszym miesiącem w roku, nie mogło zabraknąć też noworocznych postanowień. W tym roku jest ich kilka i dotyczą mojej kondycji:) Postanowiłam nad nią popracować jako że na co dzień mam siedząca pracę. W planach jest więc 6 tysięcy kroków dziennie, a docelowo 10. Postanowiłam też wybrać się na siłownię oraz basen, który w sumie mam nie daleko i można by to połączyć z krokami:). Na razie realistycznie patrząc myślałam o siłowni raz w tygodniu i basenie raz w miesiącu, ale zobaczymy jak wyjdzie.

W podróżniczych planach jest oczywiście Bielsko-Biała, Łódź, może Bydgoszcz, wakacyjne Roztocze i wschód oraz to, co wyjdzie przypadkowo, bo ograniczać się na pewno nie będę:). 

 

#Blog

W styczniu na blogu pojawiły się dwa nowe posty. Jeden dotyczył Dzierżoniowa – dolnośląskiego miasteczka położonego niedaleko Parku Krajobrazowego Gór Sowich oraz Ślężańskiego Parku Krajobrazowego. To tu po wojnie kształcił się i dorastał Zbigniew Cybulski. Oprócz jego śladów, w postaci m. in. kina “Zbyszek”, możecie się wybrać na spacer szlakiem Smoka po najważniejszych zabytkach miasta. Polecam też wspiąć się na wieżę widokową w Ratuszu, by spojrzeć na okolicę z zupełnie innej perspektywy.

Drugim tekstem był tekst o Nieborowie. A dokładniej o tym, że nawet podczas służbowych wyjazdów i konferencji można trafić do fajnego miejsca i miło spędzić czas. Ja podczas jednego z takich wyjazdów trafiłam do łódzkiego pałacu niedaleko Łowicza. Opiekuje się nim Muzeum Narodowe w Warszawie więc pałac i przylegające doń ogrody można zwiedzać.



Poniżej moje ulubione zdjęcie ze styczniowego instagrama Lemura:)!


Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Please follow and like us:
error
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error

Spodobał Ci się Lememurowy Blog? Podziel się nim ze światem!