Polskie seriale na jesienną słotę

Jesienna aura nie nastraja do długich spacerów, chociaż dla chcącego nic trudnego. O książkach na jesień już wam pisałam, teraz przyszedł czas na seriale! Zróbcie sobie ogromniasty kubek gorącej herbaty, zgromadźcie odpowiednie ilości smakołyków i zasądźcie do oglądania!

„Wataha” – ta jesień należy do drugiego sezonu serialu opowiadającego o życiu bieszczadzkiej Straży Granicznej, a właściwie o losach Wiktora Rebrowa (Leszek Lichota) – byłego kapitana tejże. W pierwszym sezonie zostaje wysadzona w powietrze dawna strażnica wraz z częścią załogi, zamach przeżywa jeden człowiek – kapitan Wiktor Rebrow, który jak się okazuje miał również zginąć. Został uratowany przez swoją dziewczynę – Ewę. W Bieszczady, z Warszawy, powraca były członek watahy – Adam „Grzywa” Grzywaczewski (Bartłomiej Topa), który zdaje się ma coś wspólnego z niedawną tragedią oraz wszystkimi późniejszymi. Śledztwo prowadził pani prokurator Iga Dobosz (Aleksandra Popławska). Nie idzie jej jednak zbyt dobrze, gdyż ostatecznie śledztwo umorzono, nowa „Wataha” powstała, zaś kapitan Rebrow niesłusznie oskarżony o morderstwo uciekł, ranny, w nieznanym kierunku, gdzieś w głuszę.

Drugi sezon rozpoczyna się 4 lata później: watahą kieruje Markowski (Andrzej Zieliński), Rebrow nadal się ukrywa, pani Prokurator dalej nie idzie zbyt dobrze w życiu zawodowym, a Straż Graniczna ma pełne ręce roboty, gdyż granica jest coraz bardziej niespokojna. Pewnego dnia patrol SG odkrywa 21 zwęglonych ciał nielegalnych imigrantów ukrytych w nieczynnych retortach. Sprawa jest na tyle głośna, że w Bieszczady zostaje wysłana ponownie prokurator Iga Dobosz. Markowskiemu również sprawy z przeszłość i niespokojne nastroje społeczne nie dają spać. Grzywa nie żyje – ponoć utopił się w Dniestrze. Zaś Rebrow kontaktujący się tylko z dwójką zaufanych przyjaciół – Łuczakiem i Martą Siwą (córką Siwego, szefa poprzedniej watahy), wiedzie sobie spokojne życie w głębokiej dziczy. Wszystko zmienia się, gdy do jego „leśnej chatki” dociera Alsu (Anna Donchenko) – nielegalna imigrantka szukająca pomocy dla syna, a Marta Siwa znika.

Plusy serialu? Trzyma w napięciu, a poza tym: Bieszczady. Do tego można się uczyć języków: więcej tu ukraińskiego i rosyjskiego, niż polskiego. Minusy? Absurdy działań Rebrowa, który biega bez sensu między Ukrainą, a Polską, a jego leśna chatka jest tak odsłonięta, że widać ją z kilkunastu kilometrów, do tego zostawia ślady na śniegu. Jest poszukiwany listem gończym, wszyscy mu pomagają, nikt go nie łapie. Do tego nie tylko on bez przeszkód przekracza sobie ponoć najlepiej strzeżoną granicę Unii kiedy tylko ma na to ochotę. Jak dla mnie ta część jest zdecydowanie zbyt brutalna – ciągle się zabijają, lub w najlepszym wypadku biją – krew leje się na prawo i lewo. Ponadto ciągle palą i przeklinają, ja wiem, że realia „dzikiej granicy” należy jakoś pokazać, ale seriooo? Poza tym osoby, które nieco lepiej orientują się w bieszczadzkich szlakach zauważą lekką niespójność w miejscach przebywania bohaterów i w ich szybkim pokonywaniu dużych odległości, co jest zmorą chyba wszystkich seriali. Jednakże największym minusem serialu, zarówno pierwszego, jak i drugiego sezonu, jest to, że cała intryga rozwiązuje się w ostatnim odcinku. Napięcie narasta przez 5 kolejnych odcinków, a w ostatnim 6 rozwiązuje się wszystko. 6 odcinek jest tak przeładowany danymi, że trzeba go obejrzeć co najmniej kilka razy, by wszystko zrozumieć. Jednakże te minusy, nie są w stanie przebić plusów, więc serial należy zobaczyć!

„Wataha” zdaje się być ukoronowaniem ostatniego trendu, zarówno w filmach, jak i serialach, dotyczącego podglądania czy też ukazywania codziennej „rzeczywistości” różnych służb. Należą do nich seriale takie, jak „Policjanci i Policjantki”, „Na sygnale” czy filmy Patryka Vegi. Swoje produkcje, w tym trendzie, stworzyło też TVP. Są to seriale opowiadające o losach ratowników z górskiego pogotowia ratunkowego TOPR oraz tych, z wodnego pogotowia ratunkowego. Według mnie „Ratownicy” mają nieznaczną przewagę nad „Przystanią”. Przede wszystkim góry i Zakopane. Nic nie poradzę na to, że w góry ciągnie mnie bardziej niż nad jeziora. A do tego aktorski popis pary Linda i Schuchardt. Zarówno „Przystań”, jak i „Ratownicy, są dużo łagodniejsze niż „Wataha”. Pewnie dlatego, że charakter pracy górskich ratowników różni się znacznie od charakteru pracy strażników. Jednakże i tu i tu intrygi „u góry” i zwykłe ludzkie słabości, jak chciwość czy egoizm, trawią nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz.

Mając już pewne doświadczenie, TVP2 zaproponowało widzom serial kryminalny z prawdziwego zdarzenia. W tym klimacie właśnie jest drugi serial, do oglądania, którego was gorąco zachęcam: „Miasto Skarbów” – serial opowiadający o złodziejach dzieł sztuki i o tropiących ich policjantach w naszym rodzimym Krakowie! Kradzieże są zdecydowanie mniej spektakularne niż ta pokazana w filmie „Vinci” Machulskiego, ale za to bardziej mroczne. Główne role w serialu grają tu dwie siostry: Alicja (znów: Aleksandra Popławska) oraz Ewa (Magdalena Różczka), stojące po dwóch stronach barykady. Obie mają wykształcenie artystyczne, są córkami małżeństwa wybitnych historyków sztuki. Wątek siostrzanej relacji jest tu wysunięty na pierwszy plan: z jednej strony „zawodowa” rywalizacja, z drugiej zaś rodzinne nieporozumienia i trudna siostrzana miłość. W skrócie: świat artefaktów, przebłyski trudnej, polskiej historii okresu II wojny światowej, miłosne zawirowania, rodzinne spory, a to wszystko okraszone na wskroś krakowskimi klimatami.

Plusy? Przede wszystkim interesująca fabuła, chociaż nie aż tak wciągająca, jak w przypadku „Watahy”. Każdy odcinek opowiada inną historię, jednak są wątki spajające całość. Do tego niesamowicie urokliwy Kraków. Nie ma lepszego miejsca w naszym kraju do nakręcenia serialu o złodziejach dzieł sztuki. Krakowskie zaułki, kamieniczki, gwar Kazimierza i Kleparza. Trupów i spektakularnych bijatyk stosunkowo mało. Minusy? Absurdy niektórych działań bohaterów i schematyczność każdego odcinka. Do tego znów te papierosy.

Zauważyliście pewne prawidłowości w polskich produkcjach? Zazwyczaj akcja toczy się albo w wielkim mieście, jak Warszawa lub w małych miasteczkach, jak Sandomierz [„Ojciec Mateusz”] czy Kazimierz Dolny [„W rytmie serca”]. Zazwyczaj są to te same miejsca, te same widoki, nawet te same budynki. Chociaż i tak większość scen jest nagrywana w moim, podwarszawskim, Konstancinie – Jeziornie. Dlatego tym bardziej cieszy, że twórcy kolejnego serialu sięgnęli do czegoś nowego. Zapraszam zatem na Śląsk, a dokładniej do Rybnika, gdzie Anna (Maja Ostaszewska) najpierw walczy o życie, a następnie próbuje dowiedzieć się jakie w zasadzie to jej życie było, jest i ma być. Główna bohaterka w wyniku wypadku traci pamięć. Trafia do rybnickiego szpitala, w którym, jak się z czasem okazuje nie jest mile widziana przez wszystkich. Razem z bohaterką odkrywamy kolejne elementy z jej przeszłości. Dowiadujemy się, że ma nową tożsamość, mówi po szwedzku i zna się całkiem dobrze na medycynie. Do tego kiedyś urodziła dziecko. Z czasem okazuje się, że sporą część życia spędziła w szpitalu psychiatrycznym w Szwecji, a to za sprawą byłego partnera prof. Jana Artmana, który odebrał jej też dzieci. Tak się złożyło, że pan Profesor został również jej doktorem prowadzącym w rybnickim szpitalu. W kolejnych odcinkach odkrywamy, iż pani Anna ma wykształcenie medyczne, była chirurgiem – coś jednak poszło nie tak. Co i dlaczego, a także, jakie będą jej dalsze losy dowiecie się oglądając serial. Plusy? Wciągająca intryga medyczno – kryminalna, gra aktorska na przyzwoitym poziomie, świetne teksty i oczywiście fantastyczne widoki. Do tego śląska gwara. Mała ilość papierosów i przekleństw. Minusy? Mogłoby być więcej widoków i jeszcze więcej gwary. A serial nazywa się „Diagnoza” i oglądać możecie go we wtorki na TVN.

Tym, co wyróżnia każdą z wyżej opisanych produkcji są niesamowite zdjęcia krajobrazów. Mamy w Polsce, z jednej strony szczęście do plenerów, z drugiej zaś do ludzi, którzy to piękno potrafią uchwycić i przekazać. Do tego scenarzyści mają głowę do tekstów, co oznacza, że w zasadzie sukces murowany! Chcecie próbkę? Proszę bardzo: „kupię Ci obwarzanka, chyba bajgla. Bajgle są na Manhattanie, a ja Ci kupię obwarzanka” [„Miasto skarbów”]. Chociaż akurat ten tekst zrozumieją tylko Krakusy:).

Zatem, gdy niepogoda do pilotów marsz! A potem podzielcie się wrażeniami!


Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Please follow and like us:
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial

Spodobał Ci się Lememurowy Blog? Podziel się nim ze światem!