Podsumowanie miesiąca: Wrzesień 2017

Do podsumowania września zbierałam się bardzo ślamazarnie. Totalnie nie chciało mi się tego robić, bo wrzesień nie był dla mnie jakimś specjalnie rewelacyjnym miesiącem. Dnie stawały się coraz krótsze, w pracy siedziałam ogromną ilość godzin, bo było dużo do zrobienia, a na spacery prawie w ogóle nie chodziłam. Do tego w powietrzu wisiał zaplanowany remont głównej ulicy w moim mieście. Generalnie zapału nie miałam żadnego. Postanowiłam się jednak przełamać i wziąć do roboty! Bo tak nie może być! Przejrzałam kalendarz, którego ostatnio prawie w ogóle nie używam i zdjęcia wstawione na Instagrama i wiecie co? Od razu wrócił mi dobry humor i zapał do pracy!

Udało mi się zawitać do Krynicy – Zdroju, zwanej też Krynicą Górską, dla odróżnienia od tej Morskiej, w której królują dziki i morskie fale. Zazwyczaj, w przypadku miejsc, w których jeszcze nie byłam lub które według mnie leżą w nieco zapomnianych i średnio dostępnych miejscach, mam obawy, co do możliwości transportu do tychże. W przypadku Krynicy moje obawy okazały się kompletnie nieuzasadnione. Nie wiem czy związane jest to z uzdrowiskowym charakterem tego miejsca, czy dlatego, iż to właśnie tutaj odbywa się Europejskie Forum Gospodarcze. W każdym razie do Krynicy można dostać się samochodem, autobusem i pociągiem. Ja wybrałam ten środkowy sposób. Z Warszawy do Krynicy kursuje bezpośredni autobus, jedzie całą noc i o 6 rano można witać się już z okolicznymi górami.

Moja wycieczka do Krynicy nie była zbyt długa – 3 dni, ale za to bardzo intensywna. Zobaczyłam wszystkie atrakcje jakie oferuje uzdrowisko, wjechałam kolejką na Jaworzynę i odwiedziłam schronisko pod szczytem, podziwiając przy tym niesamowitą panoramę, odwiedziłam też łemkowskie cerkwie, w tym tą w Powroźniku, wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Krynica ma swój niewątpliwy urok i charakter, przy czym bardziej podobna jest do malowniczego Lądka Zdroju niż na przykład do Kudowy. To, co mnie w niej zaskoczyło najbardziej to modernistyczna architektura. Jednakże najciekawsza była chyba trasa powrotna z Krynicy do Warszawy. Wracałam samochodem, z nawigacją, na której ustawiłam trasę krótką. Trasa prowadziła zatem przez dużą ilość wąskich dróżek, niezliczone zakręty, dwa promy i nieplanowaną wizytę w Niecieczy, której strzeże ogromny słoń. Przy okazji dowiedziałam się, gdzie to „genialne odkrycie piłkarskie” ma swój macierzysty stadion.

We wrześniu udało mi się również zacząć czytać, znaczy słuchać zakupionego wcześniej audiobooka – Leopold Tyrmand „Zły”. Nie dość, że fantastyczna książka to jeszcze w jakiej oprawie! Adam Ferency ma absolutnie genialny głos, który idealnie odzwierciedla emocje i klimat panujący w powojennej, jeszcze na wpół zrujnowanej, na wpół odbudowujące się Warszawie. Mówcie sobie, co chcecie – że to kryminał, że western, że opowieść o zrujnowanej Warszawie, dla mnie ta książka to klasyczny romans, i nic mnie nie obchodzą mafie i bokserskie pojedynki. Oprócz losów doktora Halskiego i Marty, fascynują mnie jeszcze losy redaktora Kolanki i Kubusia Wirusa. Oczywiście nie mogłabym zapomnieć o moich ulubionych fragmentach dotyczących Warszawy jako takiej – warszawskiej mody, wiosny, tramwajów, gwary i innych elementów, które są nierozerwalnie związane z tym miejscem, jak kawiarnie: Cafe Bristol, Kameralna, czy kawiarnia Literacka i inne.

IMG_2467

Długo broniłam się przed audiobookami – zdecydowanie bardziej wolę zapach i ciężar książki, niż słuchawki na uszach. Jednak się ugięłam i nie żałuję – w komunikacji miejskiej jakoś łatwiej mi założyć słuchawki i słuchać książki niż wyjąć jej oryginalną, papierową, wersję, szczególnie, jeśli w komunikacji panuje podobny tłok, jak opisuje to Tyrmand w swojej powieści. Na koniec apel do wszystkich sceptyków: spróbujcie audiobooków!

Jesień w tym roku nas niestety nie rozpieszcza, więcej w niej deszczu niż słońca, ale nie przejmując się tym starałam się chwytać ostatnie promienie słońca i celebrować te chwile – tak, jak na zdjęciu handmade lodami bazyliowymi i burakowymi od Miejskiej Dżungli i Składu Towarów Wiejskich z Habdzina. Przy okazji mogłam się wylegiwać nad całkiem fajnym jeziorkiem, jakiś kilometr od domu. Często, wyruszając gdzieś w podróż, zapominamy, że całkiem niedaleko nas też mogą być fajne miejsca do obejrzenia, zwiedzenia lub tylko do po przebywania. Nie zapominajcie o tym!

Na koniec miesiąc bez odwiedzin w Kato, jest miesiącem straconym dlatego też we wrześniu byłam tam dwa razy – raz pociągiem, a raz samochodem – z Warszawy A2 przez Łódź i A1 przez Częstochowę. Tak jest szybciej i wygodniej, na S7 są w tej chwili dosyć spore remonty, w związku z tym zdecydowanie wygodniej, chociaż nieco dalej, jest jechać A2. Generalnie we wrześniu Hudong (czyli moja czerwona strzała) był dosyć mocno eksploatowany.

We wrześniu przygotowała dla was dwa teksty: o powodach, dla których warto odwiedzić Słowiński Park Narodowy oraz o miejscach, które warto odwiedzić jesienią!


Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Please follow and like us:
error
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error

Spodobał Ci się Lememurowy Blog? Podziel się nim ze światem!