W poszukiwaniu zimy: Dolina Kościeliska

Nie wiem, jak u was, ale u mnie zimy było ostatnio, jak na lekarstwo. Poprószyło trochę białym puchem, częściej jednak padał śnieg z deszczem, który na zmianę zamarzał i się topił. Jednak nie były to żadne spektakularne opady. W zasadzie, w niektórych miejscach, pojawiły się pierwsze bazie i wyrosły stokrotki. A mnie się zamarzyła zima. Wiecie taka prawdziwa – oszronione drzewa, hałdy śniegu leżące tu i tam i możliwość zapadania się w biały puszek. O bitwie na śnieżki i produkcji bałwana nie wspominając. Nie żebym jakoś szczególnie kochała zimę. Zdecydowanie bardziej lubię letnie miesiące, ale jak już ma być zima to niech to będzie zima! A nie takie nie – wiadomo – co! Pomyślałam więc o wycieczce w poszukiwaniu zimy.

Propozycje były różne jednak dominowało w nich jedno miejsce: góry. Bo nic tak dobitnie i jednoznacznie nie kojarzy się z zimą, jak góry. Pomysły, co do konkretów padły rozmaite. Jednakże czasu było mało, a chęci na długie wypady raczej znikome. Padło więc na najbardziej oczywiste z oczywistych miejsc w naszym kraju – Tatry. Nie mam bardziej wspaniałego zimowego wspomnienia niż to z ferii spędzanych w Bukowinie Tatrzańskiej – widok dymu z komina zwiastujący miłe ciepełko po całym dniu spędzonym na nartach i myśl o najpyszniejszych ziemniakach na świecie pozwalała przetrwać ostatnie metry trasy prowadzącej ze stoku. Do dzisiaj wspomnienie to wywołuje miłe uczucia. Poza tym było zimno i biało.

Ale jak wspomniałam wyżej nie było mowy o długiej trasie, raczej o jednodniowym wypadzie zapoznawczym. Szukałam trasy na tyle bezpiecznej, łatwej i przyjemnej, żeby w razie czego bez problemu wrócić nawet po zmroku. Padło na tatrzańskie dolinki – Chochołowską i Kościeliską. Jako, że Chochołowską znam z krokusowego wypadu, to tym razem postanowiłam szukać zimy w Dolinie Kościeliskiej.

Cała Dolina Kościeliska ma około 9 km długości i znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Rozpoczyna się w Kirach, a spacer zakończyć można na hali Ornak przy schronisku lub kawałek dalej przy Smreczyńskim Stawie. W Dolinie zaczyna się lub kończy kilkanaście różnych szlaków m.in. ten na Czerwone Wierchy. Kościeliska ma kształt wąwozu, który w trzech miejscach się malowniczo zwęża. Jej dnem płynie też Kościeliski Potok. Ciekawostką jest to, że nazwa doliny związana jest z jej przemysłową historią, a dokładniej kiedyś wydobywano tu rudy metali (o czym świadczy pamiątkowy głaz i tabliczka z inskrypcją umieszczoną przy szlaku).

Jako, że właśnie rozpoczęły się ferie (i to m. in. mazowieckie) trochę bałam się tłumów. Na szczęście zarówno pogoda, jak i tłum miło mnie zaskoczyli. Pogoda była genialna – przez cały dzień świeciło piękne słońce, a niebo było lekko zachmurzone. Przy czym obłoki układały się w malownicze obrazy i dawały niezwykłe pokazy nad górskimi szczytami. Tłumów zaś nie było, nie mówię, że nie było ludzi – bo Ci są zawsze i wszędzie, ale było spokojnie. W schronisku też bez większego tłoku – porcji szarlotki starczyło dla każdego chętnego. Jeśli czytaliście moją relację z krokusowego wypadu do Chochołowskiej (lub w zasadzie jakąkolwiek relację dotyczącą krokusów w Chochołowskiej) to wiecie, co to jest tłok i tłum. Tutaj na szlaku spotkaliśmy może z 30 osób. Mimo, iż jest to najłatwiejszy – jaki znam – szlak w Tatrach. No może poza trasą do Morskiego Oka. Droga z Kir do Hali Ornak jest praktycznie płaska (po drodze jest może nieco ponad 170 m przewyższenia), nie za długa – pokonuje się ją w około 2 godziny, a do tego niezwykle malownicza.

Z Kir wyszłam na spokojnie około 10, w sam raz by dotrzeć do schroniska w porze obiadowej. W schronisku możecie się posilić tradycyjnymi daniami: frytkami, grillowanym oscypkiem, zupą pomidorową i oczywiście szarlotką w wersji klasycznej bez dodatków lub w wersji letniej/ zimowej. Ja wybrałam herbatę, pomidorową, ser wyprażany i oczywiście zimową szarlotkę (z cynamonem i śmietaną). Wracać zaczęłam jeszcze za dnia, około godziny 15. Po drodze wpadłam jeszcze zobaczyć, co słychać w Wąwozie Kraków i z powrotem w Kirach znalazłam się koło 17. Całodniowa wycieczka w poszukiwaniu zimy okazała się sukcesem – zima znaleziona, oscypki spałaszowane!

Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
  • Super, znalazłaś z Lemurem zimę! Super. Dziś jej jak na lekarstwo. Wczoraj byliśmy na kuligu – na szczęście na saniach. Wysoko w Istebnej jeszcze leży, w Wiśle zaś czarno, ani grama.
    Czekam na kolejną Waszą wyprawę i relację.

    • Asia/ LemurPodróżnik

      O! To jak nawet w górach śniegu nie ma to nam na “nizinach” już chyba nic nie pozostało:)

  • Dobrze, że ubrałaś cieplutko lemura 🙂

    • Asia/ LemurPodróżnik

      Odpowiednie ubranie musi być:)

  • Piękne tereny. Zazdrościmy takiej zimy:)

    • Asia/ LemurPodróżnik

      Tak, tereny są faktycznie fantastyczne:)!