Podsumowanie miesiąca: grudzień 2017

Grudzień jest jednym z moich ulubionych miesięcy. Z jednej strony mam dużo pracy, z drugiej jest to czas radości: pakowania prezentów, pieczenia pierniczków, czasu spędzonego z rodziną. Mamy już dość jesieni, tej ponurej szarości, w której od 2-3 miesięcy toniemy. Jest zimno, nieprzyjemnie i nie ma śniegu. Ale nagle świat ożywa – na ulicach pojawiają się światełka, w sklepach świąteczne melodie, a domy zaczynają pachnieć mandarynkami, czekoladą i przyprawą do piernika.

Pierwsze dwa tygodnie grudnia to bardzo intensywny czas. Praca, praca i jeszcze raz praca. Rozdawanie cukierków i prezentów oraz cała ta świąteczna atmosfera. W tym roku byłam Panią Mikołajową, reniferem i zielonym elfem.

Grudzień to czas świątecznych jarmarków. W tym roku udało mi się odwiedzić trzy. Standardowo ten w Warszawie, gdzie mam najbliżej. W Katowicach i, po raz pierwszy, w Gdańsku. W Warszawie jarmarków możecie znaleźć kilkanaście, jednak są to zazwyczaj weekendowe atrakcje. Jeden główny jarmark, rozpoczynający się z końcem listopada i kończący wraz z nadejściem świąt, znajduje się przy Barbakanie, koło placu Zamkowego. Znajdziecie tam trochę ceramiki, oscypki, wełniane skarpety, grzane wino i trochę słodyczy. Jest jednym z mniejszych jarmarków w Polsce.

Ten w Katowicach też nie należy do największych, za to oprócz wszystkich stoisk wymienionych wyżej jest tam też stajenka i anielski młyn, w którym napijecie się grzanego wina z okazjonalnych kubeczków. W zeszłym roku udało mi się odwiedzić Wrocław, o moich przeżyciach i spostrzeżeniach przeczytacie tutaj. W tym roku pojechałam do Gdańska. Uwielbiam go o każdej porze roku, jednak w jesienno – zimowej odsłonie jest naprawdę urokliwy, brakuje tylko śniegu. O wrażeniach z jarmarku i atrakcjach, jakie na was czekają przeczytacie tutaj.

Grudzień to też czas świątecznych atrakcji. W tym roku takie atrakcje przygotowało Metro Warszawskie, które postanowiło jeden z pociągów przyozdobić. Sama nie wiem, który wagon bardziej mi się podoba: czerwony, zielony czy niebieski! Lepiej sami się przekonajcie: świąteczne metro kursuje do 6 stycznia!

Okres świąt bożonarodzeniowych spędzam zawsze z rodziną. I nie wyobrażam sobie świąt gdzieś indziej. Chociaż wiem, że jedni lubią spędzać je na wyjazdach, a inni zamiast męczyć się gotowaniem wolą ekskluzywne hotele i baseny. Ja jednak uwielbiam ten harmider, rodzinne „spory” o to, czy do sałatki dodać więcej, czy mniej soli, a do klusek z makiem więcej, czy mniej miodu. Uwielbiam ubieranie choinek (ubieram ich trzy), pieczenie i dekorowanie pierniczków, przygotowywanie zakwasu na barszcz i przedświąteczne zakupy. Podczas wielkiego dnia wkładam świąteczny sweter, rogi renifera i piekę sernik. Taka tradycja. I w tym roku sernik nie opadł! Serio! Nie wiem czy to kwestia wprawy, gdyż z przepisu korzystam tego samego, a może to jednak kwestia odpowiedniego sera. Jeśli chodzi o wigilijne sukcesy to pochwalę się jeszcze piernikiem. Wyszedł przepyszny: puchaty, słodki i korzenny. Za to coś poszło nie tak z zakwasem. Ale żeby nie było tylko o jedzeniu, to wigilijny wieczór od zawsze kojarzył mi się z podróżą. Co prawda bardzo krótką, ale zawsze. Moi dziadkowie mieszkają bardzo blisko nas, może dzieli nas z 500 metrów. 24 grudnia najpierw idziemy do jednych, a następnie do drugich, by w końcu wrócić do siebie. Taka wycieczka wiążę się z dużą ilością prezentów, które otwieramy trzy razy. Następnie oglądamy Gryzoniów (czyli „W krzywym zwierciadle: Witaj Świętym Mikołaju”), Kevina, „To właśnie miłość” lub „Święta Last Minute” w oczekiwaniu na Pasterkę, po której robimy gorącą herbatę i wcinamy ciasta.

Grudzień jest też miesiącem, w którym sprzątam. Wielkie sprzątanie jest okazją nie tylko do zrobienia miejsca na nowe rzeczy (chociaż nie wiem, co z tego będzie, gdyż w tym roku pod choinką znalazłam książkę pt. „Chcieć mniej”, a że od majowego Blog Conference Poznań przyglądam się poczynaniom poznanej tam Kasi z www.ograniczamsie.pl może być ciekawie), ale też na przejrzenie tego, co przez cały rok nagromadziłam: fizycznie w pokoju, w szafie, w łazience, a także na komputerze – rozpoczęte notatki, posty, zapisane pomysły i miliony zdjęć. Zajmuje mi to zawsze kilka dni. Ale po czymś takim jestem gotowa na nowy rok. A wy: jakie macie sposoby na „wejście z przytupem” w nowy rok?

W tym miesiącu na blogu mogliście przeczytać o:

  • O tym, co się u mnie działo w listopadzie.
  • O jednodniowej wycieczce do Gdańska na bożonarodzeniowe atrakcje.
  • O podsumowaniu całego 2017 roku!


 Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Please follow and like us:
  • MalgosiaZ

    To prawda, grudzień to taki magiczny miesiąc!

    • Asia/ LemurPodróżnik

      Tak<3!

  • Oj, ja też lubię grudzień. To miesiąc miłości, prezentów, rodzinnej atmosfery i bliskości. Ma w sobie coś magicznego 🙂 Chociaż nie lubię zimy to na grudzień czekam zazwyczaj z niecierpliwością 😀 Sprzątać i ja sprzątałam, ale tym razem jakoś mniej niż zwykle 😛

    • Asia/ LemurPodróżnik

      Ja też w sumie do sprzątania się mniej przykładałam, nie mniej jednak czyściej jest:D!

  • Ja też uwielbiam grudzień, mimo, że był bardzo pracowity, to w święta mogłam odpocząć i cieszyć się spokojem 🙂

    • Asia/ LemurPodróżnik

      To najważniejsze! I aż szkoda, że tego spokoju i odpoczynku jest tak mało!

  • Marzena Janik

    To prawda, że grudzień jest bardzo intensywnym czasem, ale Boże Narodzenie to zdecydowanie moje ulubione Święta. Też zawsze spędzam je z rodziną i mnóstwem łakoci, które je się tylko raz w roku 🙂

    • Asia/ LemurPodróżnik

      No właśnie, ja uważam Boże Narodzenie za najważniejsze święta w całym roku i czekam na nie zdecydowanie bardziej niż np. na urodziny:)!

      • Marzena Janik

        to prawda, że święta mają w sobie coś, na co się czeka 🙂

        • Asia/ LemurPodróżnik

          Dlatego, aż szkoda, że to tylko kilka dni:)

          • Marzena Janik

            zdecydowanie mijają zbyt szybko 🙂

  • Olga Dąbrowska

    Myślałam, ze te zdjęcie ze świątecznego jarmarku jest z Berlina!

    • Asia/ LemurPodróżnik

      A to nasz rodzimy:) Gdańsk! Niestety w Berlinie nie byłam, ale myślę sobie jednak, że ten berliński jarmark może być ciut większy:) Może kiedyś uda mi się sprawdzić:)!

  • Nie przepadam za zimą , więc i gurudzień nie robi na mnie specjalnego wrazenia, wolę lato. Jedyny plus to ,że są święta rodzinne 😉

    • Asia/ LemurPodróżnik

      Co kto lubi:) Ja w zasadzie kiedyś też za zimną nie przepadałam, ale ostatnio trudno o zimę więc trochę zapomniałam o jej wadach i pamiętam tylko zalety:)

  • Ja w tym roku nie dałam rady dotrzeć na żaden ze świątecznych jarmarków. A bardzo żałuję – do Katowic mam przecież 10 minut drogi!

    • Asia/ LemurPodróżnik

      Czasami tak bywa! Ja do warszawskiej Starówki mam trochę dalej niż 10 minut więc wyprawa tam zazwyczaj jest mocno planowana, tak samo jak do innych miejsc:) Ale może w przyszłym roku się uda! Trzymam kciuki:)

  • W tym roku byłam na dwóch. Jeden w Wrocławiu oraz jeden u nas – gminny. Mogłam jeszcze do Cieszyna zaglądnąć ale jakoś odpuściłam. W tym roku nadrobię. Pozdrawiam

    • Asia/ LemurPodróżnik

      W Cieszynie na jarmarku nie byłam, ale za to odpuściłam mój gminny – może się w przyszłym roku uda:)

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial

Spodobał Ci się Lememurowy Blog? Podziel się nim ze światem!