Wałbrzych na weekend – co warto zobaczyć
Menu

Wałbrzych? Wałbrzych na weekend? Czy jest tu w ogóle coś ciekawego?

Ten tekst miałam rozpocząć stwierdzeniem, że do Wałbrzycha bardzo chciałam pojechać. Ale tak naprawdę to guzik prawda, bo nie ma na Dolnym Śląsku miejsca, którego nie chciałabym zobaczyć. Do Wałbrzycha ciągnęła mnie jego przeszłość: górnictwo (złota era i biedaszyby), stolica województwa, zamek Książ i  tajemnica Złotego Pociągu. Co znalazłam? Sępiące gołębie, porcelanowe filiżanki i przepiękny zamek, a raczej jego ruiny.  Zresztą, przeczytajcie sami czy warto wpaść do Wałbrzycha na weekend!

Wałbrzych: miasto skrajności

Do Wałbrzycha trafiliśmy w niedzielę. Zwiedzanie miasta zaczęliśmy od śniadania na parkingu jednego z supermarketów. Bułka z serem i pomidorem, nic nadzwyczajnego dla ludzi, za to gołębie były wyjątkowo zachłanne. Punktem drugim wycieczki był spacer na rynek i tam okazało się, że wałbrzyski punkt informacji turystycznej nie dość, że jest otwarty, to jeszcze całkiem pomocny. Więc na wstępie duży plus. Po drodze mijaliśmy kilka bardzo ładnych budynków, ale też w zaułkach dało się wyczuć lekki niepokój i pranie rozwieszone w nieładzie. Były trzepaki i ławeczki, okna zabite dechami, a także fontanna i kolorowe kamieniczki na rynku. Niby sielsko, a jednak coś niepokojącego jest w tym mieście. Tu wszystko jest jakby na pokaz, jakby nieco nad wyraz. Z jednej strony pięknie odrestaurowane i niemal niezniszczone wojenną zawieruchą śródmieście, a dookoła pomazane bloki i mnóstwo przemykających się cieni. Droga prowadząca przez środek miasta – niby zadbana, a przy niej zapomniany hotel „Sudety”, bary z kebabami i budynki z napisami „zamknięte”, „do wynajęcia”, „nieczynne”. Gdzieniegdzie widać jeszcze stary, nieco przybrudzony i zapomniany blask, gdzieniegdzie idzie już nowe. Powoli, ale myślę, że systematycznie.

Wałbrzych na weekend: Centrum Kultury i Sztuki Stara Kopalnia

Węgiel nazywany był kiedyś czarnym złotem. I dzięki niemu Wałbrzych wzbogacił się zatonął i znowu powoli wypływa na powierzchnię. Ale od początku. Tutejsze zagłębie węglowe jest najstarszym regionem w granicach dzisiejszej Polski, w którym wydobywano węgiel kamienny. Pierwsze, jeszcze anonimowe kopanie działały na tym terenie od XVI wieku. To właśnie tutaj, Diprand Czettritz, wydał pierwszy na Śląsku regulamin wydobycia węgla. Był to rok 1604. Pierwsza kopalnia posiadająca nazwę rozpoczęła swoją działalność grubo ponad 100 lat po tym wydarzeniu. Pierwotną nazwę „Fuchs”, czyli „Lis” wielokrotnie zmieniano. Pod ostatnią nazwą „Julia” wydobywała węgiel do 1996 roku.

Kopalnię zamknięto, a wraz z nią liczne miejsca pracy. Na szczęście jej dziedzictwo przetrwało do dziś m.in. za sprawą dawnego Muzeum Regionalnego w Wałbrzychu, unijnych funduszy oraz byłych pracowników kopalni. Tak oto powstało nowoczesne Centrum Kultury i Sztuki Stara Kopalnia. Punktem wyjścia stał się węgiel i jego wydobycie. Wystawa górnicza jest jednak tylko jednym z kilku elementów. Organizowane są tutaj też warsztaty, konferencje i wystawy z różnych dziedzin kultury i sztuki.

Absolutnie kocham zwiedzać kopalnie. Lubię słuchać o sposobach wydobycia węgla, o górniczych zwyczajach i imprezach. W Starej Kopalni spodobało mi się wyważenie proporcji między multimedialnością wystawy, a autentycznymi eksponatami. Fajnie, że można wielu rzeczy dotknąć i poczuć niejako na swojej skórze m.in. ciężar młota czy aparatu tlenowego. Zwiedzanie odbywa się zarówno nad, jak i pod ziemią. Zwiedzający przechodzą kolejno przez łaźnię łańcuszkową, lampownię, kotłownię, warsztat mechaniczny, budynki maszyn wyciągowych. Dzięki wystawie można dowiedzieć się czemu Górnicy przy mundurze galowym mają 29 guzików, co oznaczają kolory piór przy czako oraz obejrzeć całkiem pokaźną kolekcję kufli do piwa. Górnicze urządzenia techniczne i ich fragmenty zgromadzone są również na terenie wokół zrewitalizowanych budynków, z których część wciąż czeka na swoją kolej. Po wystawie oprowadza przewodnik. A zwiedzanie możliwe jest też nocą.

Wałbrzych na weekend: Zamek Książ – mekka wszystkich turystów

Jeśli uznać, że miasto Wałbrzych powoli odradza się z zapaści, to Zamek Książ wyprzedza je o kilka lat świetlnych. Kapitalizm w pełni: na prawo zwiedzanie, na lewo wesele, na wprost galeria, w której można kupić obrazy i meble.

Nie pamiętam czy kiedyś już tu byłam, pewnie nie. Za to w podobnie długiej kolejce do budki biletowej już stałam, np. w opolskim zamku w Mosznej i podobnie, jak tam, tu też zabrakło dla mnie biletów na zwiedzanie z przewodnikiem. Zamiast więc zwartej grupy współtowarzyszy, w ramach biletu, otrzymałam złożoną broszurę z najważniejszymi elementami znajdującymi się wewnątrz Zamku oraz audioprzewodnik, tj. plik do ściągnięcia na telefon. Elementy z broszury tworzyły ponumerowaną listę od 1 do 10, więc myślałam, że jest to coś na kształt mapy prowadzącej z punktu A do punktu B. Pomyliłam się jednak dosyć znacząco, na szczęście w miarę szybko się zorientowałam. Przez co przestałam się miotać z piętra na piętro, rozpoczynając właściwe zwiedzanie. W Zamku Książ jest jak w bardzo źle zorganizowanym ulu. Wycieczki z przewodnikiem, nie dość, że mieszają się jedna z drugą, to jeszcze co chwile przepychają się z takimi samopas wałęsającymi się jednostkami jak ja, a to wszystko odbywa się między Panami z obsługi technicznej noszącymi stoły i zdezorientowanymi gośćmi weselnymi. Są jeszcze czujne oczy: kamer i nienagannie ubranych, choć nieco znudzonych i poirytowanych pracowników. Panuje tam gwar, harmider i ścisk.

Przemykając między jedną, a drugą salą, da się jednak odczytać co nie co o historii tego miejsca. Po pierwsze Zamek Książ jest trzecim, co do wielkości, zamkiem w Polsce – po Wawelu i zamku krzyżackim w Malborku. Ilość pomieszczeń dochodzi do 400. Po drugie jego najsłynniejsi właściciele – rodzina Hochbergów – byli jednym z najpotężniejszych rodów Europy. A najsłynniejszą mieszkanką była księżna Daisy – pani na tutejszym zamku, ale też zamku w Pszczynie, w którym zdecydowanie bardziej mi się podobało. Dlaczego? Tego dowiecie się z tekstu: Pszczyna – miasto, które wygrało. Po trzecie z Książem wiąże się największa tajemnica II wojny światowej – projekt Riese – kryptonim Olbrzym. Ponoć podziemia zamku szykowano na główną kwaterę Hitlera. Między innymi dlatego nie spodziewajcie się tutaj fanfar, jeśli chodzi o oryginalne wyposażenie. Mebli i innych zabytkowych elementów jest tutaj jak na lekarstwo. Trudno w to uwierzyć, ale jest ich jeszcze mniej niż w Mosznej. Na przykład obrazów szukać należy zamiast na ścianach, to w jednym ze sklepów-galerii zlokalizowanych w niższych kondygnacjach zamku. Przyjemność zwiedzania indywidualnego kosztuje ok. 25 zł, z przewodnikiem jest niewiele drożej i gdybyście mieli możliwość wyboru, wybierajcie przewodnika. Nawet najgorszy, będzie lepszy niż błądzenie po salach i czytanie skąpych tabliczek z literówkami. No i z przewodnikiem można wybrać się na zwiedzanie wieży oraz podziemi, a także na nocne zwiedzanie, dla osób o mocnych nerwach. Z przewodnikiem zwiedzanie powinno zająć około 1,5 h, samodzielnie od 30 minut do 3 godzin, jak się zgubicie.

Jedyna wystawa, w Zamku Książ, na którą zwróciłam uwagę, to wystawa fotograficzna pt. „Książ od kuchni”. Na ok. 200 fotografiach można prześledzić losy rodziny Hochbergów od początków XX wieku do mniej więcej 1940 roku. Urocze zdjęcia bobasów przeplatają się ze scenkami rodzajowymi całej rodzinki podczas pikników czy polowań. Jest też pięknie zdobiona marmurami i złotem dwukondygnacyjna Sala Maksymiliana – barokowa sala reprezentacyjna, ponoć najlepiej zachowana na Śląsku. I są jeszcze ogrody na tarasach – szczególnie interesujące wiosną i latem, gdy kwitną wielokolorowe róże.

Czy jest zatem po co do Książa w ogóle jechać, zapytacie? Otóż jest! Po to, by pójść na romantyczny spacer do ruin Starego Książa. Szlak prowadzący do nich nazwany jest „Ścieżką Hochbergów”. Również nie powala idealnym oznakowaniem, ale za to widoki i brak tłoku wynagradzają to w 100%. Jakoś przyjemniej zgubić się w lesie niż w tłumie ludzi. Ścieżka prowadzi najpierw trawersując wzgórze, następnie schodzi do wąwozu, wiedzie dalej kładkami ponad strumieniem, by przy końcu znów wspinając się pod górę i doprowadzić turystów do celu. W kilku miejscach zbudowano platformy widokowe, z których możemy podziwiać Zamek Książ. Sam Stary Książ położony jest nad przełomem rzeki Pełcznicy na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego. Współczesne romantyczne ruiny to XIX wieczny zameczek zbudowany na pozostałościach średniowiecznego zamku piastowskiego księcia Bolka I Surowego na zlecenie Jana Henryka VI von Hochberga.

Gotycka budowla powstała jako atrakcja dla gości pałacowych Książa. Odbywały się tutaj turnieje i pokazy, które zaszczycali swą obecnością znamienici goście m.in. John Quincy Adams późniejszy prezydent USA. W całkiem dobrej kondycji zameczek przetrwał do wybuchu II wojny światowej, tuż przy jej końcu najpierw spłonął, a następnie został wysadzony w powietrze. Kto to zrobił i czemu nie jest do końca pewne. Możliwe, że wiąże się to z siecią podziemnych korytarzy, złotym pociągiem i projektem Riese.

Na miłośników bujnej roślinności wokół Zamku Książ czeka pielęgnowana do dzisiaj kolekcja rododendronów. Po więcej egzotycznych roślin można udać się do Palmiarni. Oba obiekty dzieli odległość 2 km i pokonać ją można dzięki kursującym między nimi meleksami.

Wałbrzyska Palmiarnia jest jednym z najstarszych tego typu obiektów w Polsce. W tym momencie ma ponad 100 lat. Jej wewnętrzne ściany pokryte są tufem wulkanicznym z Etny. Na zwiedzających czeka 250 gatunków roślin z całego świata, w tym na szczególną uwagę zasługuje kolekcja drzewek bonsai. Oprócz kolekcji roślin, jest tu też kawiarnia i sklepik. Na terenie parku przy szklarni zbudowano ogród różany, ogród japoński i poletko warzywne. Zwiedzanie możliwe indywidualnie, bez przewodnika. Fajne jest to, że kupując bilet na Zamek w pakiecie mamy bilet na Palmiarnię. Miłośnicy koni mogą dokupić również bilet wstępu do zamkowych stajni.

Jeśli chcecie naprawdę miło spędzić tutaj cały dzień, bo naprawdę jest co robić tutaj przez cały dzień, kupcie bilet przez Internet. Będziecie mieć spokojniejszą głowę i zagwarantowaną opiekę przewodnika. Najlepiej na wszystko, by kompleksowo poznać ten obiekt. Możliwe przecież, że będzie to wasza jedna wizyta tutaj.

Wałbrzych na weekend: Muzeum Porcelany

Niewielkie, acz urokliwe i dobrze wyposażone Muzeum Porcelany w Wałbrzychu mieści się w pałacyku Albertich. Pierwotnie nazywało się Muzeum Starożytności Ziemi Wałbrzyskiej, później zmieniło nazwę na Muzeum Regionalne w Wałbrzychu, by ostatecznie, po remoncie z 2015 roku, stać się Muzeum Porcelany i trafić do Państwowego Rejestru Muzeów. Kiedyś miało kilka filii, które dzisiaj są odrębnymi jednostkami, jak np. Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego w Kudowie-Pstrążne czy Centrum Kultury i Sztuki Stara Kopalnia.

Dzisiaj Muzeum skupia się na prezentowaniu zbiorów ceramicznych liczących ok. 10 000 sztuk z manufaktury wałbrzyskiej, ale też fabryk europejskich z Niemic i Austrii oraz Czech, Rosji, Dani, Holandii i Anglii. W muzealnej kolekcji oprócz talerzy, mis, waz, filiżanek i bibelotów są też meble, ale i obrazy polskiego malarstwa współczesnego m.in. dzieła Jerzego Dudy-Gracza czy Zdzisława Beksińskiego.

Muzeum zwiedza się indywidualnie z audio przewodnikiem. Powinno to zająć około godziny.

Wałbrzych: ostatnie lata Stokrotki

Stokrotka, lady Daisy, czyli księżna Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless z domu Cornwallis-West. Księżna pszczyńska i baronowa na Książu. Urodziła się w Walii, lecz większość życia spędziła na Górnym Śląsku. Stała przed nią kariera śpiewaczki operowej, przekreślona jednak przez chorobę – dur brzuszny, którego nabawiła się pijąc kranówkę, by zaoszczędzić na lekcje śpiewu. Jej rodzina, choć arystokratyczna nie posiadała obfitego majątku, więc Daisy nie była zbyt dobrą partią. Nie przeszkadzało to jednak Hansowi Heinrichowi XV Hochbergowi – ówczesnemu sekretarzowi Niemiec w Anglii. Wystawny ślub pary odbył się w Londynie z błogosławieństwem królowej Wiktorii, a świadkiem był Edward VII (ówczesny książę Walii, późniejszy król Anglii).

Filantropka, pacyfistka i miłośniczka roślin. Bez oporów używała bogactwa męża do poprawiania sytuacji społeczno-gospodarczej Górnego Śląska. Zadbała o czystość rzeki w Wałbrzychu – Pełcznicy poprzez zbudowanie kanalizacji i oczyszczalni ścieków, starała się zmniejszyć śmiertelność niemowląt poprzez dotacje dla matek i fabrykę niepasteryzowanego mleka, budowała bezpłatne szkoły dla kobiet, sprzeciwiała się kosztownej rozbudowie Książa.

Jej małżeństwo nie było szczęśliwe i zakończyło się rozwodem. Powojenne losy księżnej nie należą do radosnych. Chociaż z tytułem, to bez dzieci i pieniędzy, utrzymywała się m.in. z udziału w reklamach kosmetyków. Ostatnie lata życia spędziła w wałbrzyskim Zamku Czettritzów, a konkretnie w jednej z wilii należących do kompleksu. Zamek Czettritzów został wybudowany w renesansowym stylu jako siedziba administracji książąt pszczyńskich. Należał do starego śląskiego rodu Czettritzów, wywodzących się według rodowej legendy ze słowiańskich książąt. Dzisiaj jest to siedziba Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Angelusa Silesiusa. Budynki mieszczą się niedaleko rynku i warto się wybrać tu na spacer, choćby po to by zobaczyć kamień upamiętniający Marię.

Dwa rynki (jeden właściwy, drugi to pl. Magistracki), dwa zamki (Zamek Książ i ruiny Starego Książa), dwa Muzea (Muzeum Porcelany oraz Centrum Kultury i Sztuki Stara Kopalnia), a także urokliwe uliczki i budynki niezniszczone wojną, ale mocno nadszarpnięte zębem czasu oraz bryła hotelu „Sudety”. Do tego to wszystko okraszone pięknymi widokami na góry. Zdecydowanie warto tu przyjechać nie tylko na weekend i wyrobić sobie własne zdanie na temat Wałbrzycha.


Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Wałbrzych na weekend – co warto zobaczyć

Cześć!

Mam na imię Asia i witam Cię na lemurowym blogu – jedynym blogu poświęconym tylko i wyłącznie podróżom po Polsce. Znajdziesz tu tajemnicze miejsca, niesamowite tradycje i regionalne zwyczaje. Wyrusz razem ze mną w podróż, która zaczyna się tuż za drzwiami! Zapraszam!

Wałbrzych na weekend – co warto zobaczyć

Kategorie

Archiwum

Wałbrzych na weekend – co warto zobaczyć
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial