Podsumowanie miesiąca: kwiecień 2018

Kwiecień pleceń, bo przeplata: trochę zimy, trochę lata. I powiedzmy, że się sprawdziło, chociaż ja bym zamieniła jednak przysłowiami marzec z kwietniem i by się mniej więcej zgadzało. Kwiecień okazał się bardzo fajnym miesiącem. Pełnym wyjazdów, nowych znajomości i intensywnego działania. Przy okazji kwiecień rozpoczęliśmy Świętami Wielkiej Nocy. Mam nadzieję, że jedliście ogromną ilość pyszności, spędziliście czas z bliskimi i trochę odpoczęliście od świata zewnętrznego.

Lemur na wyjazdach

Na początku miesiąca wybrałam się w poszukiwaniu krokusów do Doliny Chochołowskiej, a następnie bombardowałam was na fb i insta zdjęciami pięknych fioletowych kwiatków. Polubiliście je tak bardzo, że jedno ze zdjęć osiągnęło ponad 100 polubień (dokładnie 115)! Biorąc pod uwagę, że lemurowy profil na insta lubi 188 osób – oznacza to, iż ponad 53% osób polubiło właśnie to zdjęcie! Moja radość była tym większa, iż było to drugie zdjęcie, które osiągnęło ponad 100 polubień. Pierwszym był Lemur na Babiej Górze. Nadal nie jestem ekspertem w fotografii, ale wciąż się uczę i cieszę się, że moja nauka nie idzie na marne.

Ja wiem, że krokusowy zawrót głowy jest nieco szalony i, że krokusy można spotkać w wielu innych miejscach naszego kraju.  Jednak te małe, fioletowe, punkciki są jedynie pretekstem do wyrwania się z miasta i ruszenia na kolejną wyprawę. Poza tym Tatry są zawsze dobrym pomysłem. O zeszłorocznej krokusowej wyprawie przeczytacie tutaj. Znajdziecie tam też informacje m. in. o tym, gdzie jeszcze można zobaczyć krokusy. Tym razem również nasza rodzinna wycieczka trwała 24 h. Po drodze były góry, krokusy i termy w Chochołowie. W Chochołowie już kiedyś byłam i spodobało mi się bardzo. To najbardziej eleganckie ze wszystkich term znajdujących się w okolicy. Swoją drogą, co powiecie na powstanie rankingu term? Byliście? W których wam się najbardziej podobało? Wizualnie najbardziej mnie zachwycił Chochołów, jednak względy praktyczne kierują mnie do Białki Tatrzańskiej. Mój żołądek również skłania mnie do Chochołowa: zjadłam tam naprawdę wyśmienity obiad: zupa pomidorowa, rosół oraz żurek, a także ryby, rolada z indyka oraz moskole. A na deser sernik, lody i czekoladowy suflet.

Lemur na konferencjach

Drugim wyjazdem był ten do Poznania na Blog Conference Poznań. To, że uwielbiam takie spotkania już wiecie, gdyż rozpływałam się nad tym niejednokrotnie. W zeszłym roku byłam nieco przestraszona i nieśmiała, w tym jechałam po wiedzę, motywację i spotkać się ze znajomymi. Zeszłoroczną relację przeczytacie tutaj.

W tym roku organizatorzy przyjęli inny model konferencyjny. Zamiast kilku paneli i mnóstwa warsztatów, zrobili odwrotnie. Panele i wykłady odbywały się w 4 salach na raz, a do tego można się było wybrać (oczywiście, jak ktoś się zdążył zapisać) na warsztaty dotyczące robienia zdjęć. Mnie najbardziej zaciekawiły prezentacje wygłaszane w sali nr 4 (pt. WUCHTA). W zasadzie mogłabym z niej nie wychodzić, poza małymi wyskokami na wykład o RODO oraz o metodach na znalezieniu czasu na wszystko według Michała Barczaka i Oskara Grochowalskiego. Tegoroczną konferencję rozpoczęłam warsztatami dotyczącymi SEO (czyli temat z grubej rury), które prowadziły ekspertki z firmy VERSEO: Asia Michalska i Basia Oleszek. W zawiłościach botów i robotów wciąż się gubię, a dziewczyny wytłumaczyły wszystko w łopatologiczny i naładowany przykładami sposób. Już wiem, co mam robić żeby roboty polubiły Lemura. Znaczy się znam teorię, ale nie oznacza to jeszcze, że umiem wprowadzić te zasady w życie. Wiem, że to brzmi przerażająco. W końcu piszę dla ludzi, nie dla robotów. Ale cóż… Taki mamy świat. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat VERSEO oraz SEO wpadnijcie tutaj. Kolejne warsztaty poprowadził Artur Jabłoński – były to czysto praktyczne warsztaty na temat działalności facebooka i co zrobić żeby nas bardziej polubił i udostępniał nasze posty wam, czyli czytelnikom. Trzecie wystąpienie tego dnia należało do Pawła Tkaczyka, który mówił o budowaniu marki, a ostatnie poprowadził Mariusz Stachowiak na temat fotografii mobilnej. Przesłanie było jasne: wcale nie potrzebujesz sprzętu za miliony, by zrobić dobre zdjęcia! Musisz tylko poznać kilka podstawowych zasad oraz swój sprzęt. Bardzo żałuję, że nie udało mi się rozdwoić i znów posłuchać Joanny Banaszewskiej. Kulminacją pierwszego dnia była impreza integracyjna, podczas której w bardziej rozluźnionej i kameralnej atmosferze można było pogadać i przede wszystkim poznać się nawzajem! Od jakiegoś czasu mam mnóstwo znajomych „z sieci”, z którymi gadam sobie wirtualnie, więc fajnie jest się też w realu zobaczyć. W tym miejscu ślę gorące pozdrowienia i uściski do wszystkich fantastycznych babeczek spotkanych na BCP: Danki, Ani, Moni, Kasi. No i wiecie obok mnie chodzili sobie Ola Gościniak, Ola Budzyńska, Paweł Tkaczyk i te inne sławne blogery, co to ich się podziwia i od nich uczy. Po imprezie wybrałam się też na nocne zwiedzanie Poznania, tak samo jak kiedyś przekonałam się, że koziołki w nocy jednak nie trykają się.

Drugi dzień konferencji był nie mniej wartościowy niż pierwszy.  Zaczęliśmy mocnym uderzeniem od śniadania, a następnie wykładem na temat nadchodzących zmian na wordpressie Oli Gościniak. Gutenberg nadchodzi! Następnie Aleksandra Radomska mówiła o jakości i czy może ona obronić się sama, bez pieniędzy na reklamę, zaś Maciej Mazurek mówił o umowach barterowych. Ostatnie wystąpienie należało do Natalii Sitarskiej i Łukasza Smolińskiego z bloga Tasteaway. Ogromnym plusem był Lidl, który zapewnił, nam – wygłodniałym blogerom – jedzonko w postaci owocków i batoników, co byśmy za szybko z sił nie opadli. Drugim akcentem konsumpcyjnym była firma produkująca musli.

Konferencyjne wykłady, prelekcje i spotkania były bardzo fajne, ale nie tylko konferencją żyje człowiek:). Jak zdążyliście się zorientować BCP trwało dwa dni, jednak ja w Poznaniu byłam trzy dni. Trzecim dniem był piątek, który przeznaczyłam całkowicie na zwiedzanie. Zwiedzanie Poznania rozpoczęłam od rezerwatu Morasko, gdzie spotkałam węże oraz jeziorka polodowcowe. Całkiem sympatyczne miejsce, ale trudno się tu dostać. Udało mi się również pospacerować po moich ulubionych Jeżycach, a także Śródce. Wybrałam się też do kilku muzeów (z których najbardziej polecam Muzeum Bambrów Poznańskich), a także do całkiem fajnego parku Stare ZOO.  Zdążyłam się też “poszwendać” między fantastycznymi zaułkami i zakamarkami Poznania, w których czają się murale, wiersze i tajemniczy pan Peryskop.

Podsumowując, jak to na konferencjach branżowych bywa: było dużo branżowych tematów, komentarzy i żarcików. Przybyły zaproszone gwiazdy oraz cała masa pretendentów do tego tytułu. Było dużo wiedzy, motywacji oraz śmiechu i uścisków. Do zobaczenia za rok!

Lemurowi ulubieńcy miesiąca

Chociaż w zasadzie bardziej poprawnie byłoby napisać nie – ulubieńcy. A w zasadzie nie ulubiona książka.

Jeśli chodzi o książki to nie mam dobrych wiadomości. W tym miesiącu skupiłam się na przeczytaniu Sztuki podróżowania Jacka Pałkiewicza. Jednak mimo usilnych chęci i wielu prób nie dobrnęłam do końca. Naprawdę rzadko mi się to zdarza. I mimo całego mojego szacunku, który mam dla autora i jego dokonań, tak książka jest po prostu bardzo nudna. Zawiera w sobie mnóstwo rad, opowieści i kilkanaście fotografii. Jednak język, którym jest napisana, dla mnie, jest nie do przeskoczenia.

W tym miesiącu na blogu pojawiły się cztery wpisy. Pierwszy dotyczył akcji Share week, w którym twórcy internetowi polecają innych twórców, których lubią i czytają. Jest to świetny moment na poznanie nowych miejsc w sieci i poszerzyć swoje horyzonty. Drugim był ten dotyczący podsumowania marca. Polecałam w nim m.in. film Czwarta władza oraz opowiadałam o marcowych wycieczkach Lemura m. in. na Konkurs Palm Wielkanocnych w Łysych. Tematykę trzeciego wybraliście sami w ankiecie zorganizowanej na lemurowym fb. Był to wpis dotyczący lemurowych pomysłów na majówkę w Polsce. Czwarty wpis dotyczył rzeczy, które kojarzą mi się z Gdańskiem. W końcu w każdym miejscu są elementy charakterystyczne tylko dla niego. Jakie są elementy charakterystyczne waszego miasta?

To podsumowanie zostało zdecydowanie zdominowane przez Poznań i Blog Conference, ale cóż… mówiłam, że tak będzie! Jak minął wasz miesiąc? Były wyjątkowe spotkania na szlaku, podróże w wyjątkowe miejsca albo po prostu mile spędzony czas.


Spodobał Ci się wpis? Masz uwagi? Spostrzeżenia? Zapytania? Jeśli tak, to proszę pozostaw komentarz pod wpisem: to bardzo mobilizuje do ciągłej pracy nad blogiem! Z góry dziękuję! By pozostać na bieżąco z lemurowymi przygodami, śledź lemurowego fanpage’a oraz instagrama (nick: lemurpodroznik)!
Please follow and like us:
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial

Spodobał Ci się Lememurowy Blog? Podziel się nim ze światem!